Czy nieszczepione dzieci rzadziej chorują i co mają do tego bociany?

Dzisiaj wpadła mi w ręce taka perełka: http://sekrety-zdrowia.org/nieszczepione-dzieci-sa-zdrowsze-wyniki-badan/  

Artykuł powołujący się na badania korelacyjne, z których wynika pozytywny związek między szczepieniem a liczbą chorób.
Nie podejmuję się w tym miejscu polemiki co do zasadności szczepień, wyboru szczepionek, polskiego kalendarza szczepień czy wolności decyzji.
O szczepieniach merytorycznie pisała m.in. Kasia GandorBlog Ojciec a także Polska Akademia Nauk; ja od siebie dodam tylko, że nie przeszkadza mi, że nie szczepicie swoich dzieci, ale trzymajcie je z dala od mojego. 

Dzisiejszy komentarz jest więc w zasadzie uwagą metodologiczną. Zdecydowałam się podjąć polemikę - najpierw na facebookowym forum rodziców, a teraz jednak również na blogu bo widzę, jak łatwo wyciągane są z tego kompletnie nieuprawnione, mylące i potencjalnie szkodliwe wnioski.
 

Widzimy to, co jest nam potrzebne


A więc po kolei. Na podstawie prowadzonego od 2010 roku przez organizację publikującą na stronie vaccineinjury.info projektu zbadano ocenę stanu zdrowia dzieci szczepionych i nieszczepionych. 
Zwróćcie uwagę na ważne sformułowanie: „zbadano ocenę”. Nie stan zdrowia, a deklarowane przez rodziców opinie na jego temat.
Jednocześnie "Ponad 99% rodziców, którzy zdecydowali się nie szczepić jest zadowolonych z podjętych decyzji.” Tutaj w zasadzie mogłabym zakończyć omawianie wniosków. Przytoczę jednak pojęcie błędu konfirmacji, występującego w literaturze również pod nazwą "efekt potwierdzenia" lub "strategia konfirmacyjna". To nasza normalna, ludzka tendencja mająca na celu redukcję dysonansu poznawczego i obronę ego przez utwierdzanie się w raz podjętej decyzji. Nawet wbrew faktom. Efekt nasila się, gdy decyzja dotyczy zjawiska kontrowersyjnego. 
Widzicie już to, co ja? 

Badanie oparte o deklaracje, w temacie tak wrażliwym jak „szczepić czy nie szczepić”? No heloł… Skoro - jak,  przypomnijmy, zaznaczają sami badacze - "ponad 99% rodziców, którzy zdecydowali się nie szczepić jest zadowolonych z podjętych decyzji.” - to czego spodziewamy się po ich ocenie stanu zdrowia? 

Dlatego badacz nigdy nie powinien ufać deklaracjom osób badanych, a badania ankietowe w tak złożonych i delikatnych kwestiach to zawsze będzie kiepski pomysł.


Zdradliwe korelacje

Idźmy jednak dalej, do metodologicznego sedna. Korelacje. Moje ukochane korelacje, którymi - jako młodziutka adeptka sztuki badawczej - zachłysnęłam się gdzieś na drugim roku studiów. Wszystko chciałam korelować! 
 

55090302


Dopiero późniejsze lata nauki ostudziły mój zapał do maniakalnego korelowania zmiennych. Ale zabawa była przednia! ;) Niestety, nieumiejętny dobór i operacjonalizacja zmiennych, nieprzemyślany schemat badawczy, brak rozeznania w dotychczasowych badaniach zagadnienia czy wreszcie niewystarczające kompetencje statystyczne bardzo łatwo mogą sprawić, że korelacja wywiedzie nas w pole. 

Więc badacze skorelowali deklarowany przez rodziców stan zdrowia z faktem szczepienia i jego braku. Brali pod uwagę np.autyzm, alergie, astmę, nadpobudliwość i skoliozę. Wyszło im, że "nieszczepione dzieci są zdrowsze, mniej chorują niż ich szczepieni rówieśnicy.” A nie, sorki. Wyszło im, że rodzice nieszczepionych dzieci DEKLARUJĄ, że są zdrowsze i chorują mniej niż szczepieni rówieśnicy.


Bociany przynoszą dzieci


Widzicie, korelować można ze sobą wszystko (zobaczcie tutaj, ale koniecznie bo zawartość jest przednia! http://m.joemonster.org/art/29868 ), ale żeby wyciągać na ich podstawie wnioski trzeba to zrobić umiejętnie. Na zajęciach z metodologii krążył taki przykład o dodatniej korelacji miedzy liczbą bocianów a liczbą dzieci per rodzina. 
Zatem skoro więcej bocianów = więcej dzieci, to chyba jest jakiś ZWIĄZEK PRZYCZYNOWO-SKUTKOWY między tymi zmiennymi? Czyżby bociany jednak przynosiły dzieci?

No niekoniecznie - bo to tylko korelacja pozorna. Nie dość, że nie istnieje między tymi zmiennymi związek przyczyna-skutek, to jeszcze istniejąca relacja nie jest bezpośredni. Jest za to WSPÓŁZMIENNOŚĆ zmiennych, a między nimi - zmienna pośrednicząca, czyli w tym przypadku rodzaj okolicy. Wieś. Na wsi liczba dzieci w rodzinie oraz liczba bocianów jest większa niż w mieście.

Tak właśnie działają badania korelacyjne. Pokazują jakieś współwystępowanie zjawisk, ale jeśli próbujesz wnioskować o związku przyczynowo skutkowym, ryzykujesz takimi właśnie głupotkami jak w przypadku bocianów albo... mniejszej zachorowalności dzieci nieszczepionych. Lepsze zdrowie - nawet jeśli nie byłoby w tym badaniu jedynie deklarowane przez rodziców a zamiast tego zbadane metodami obiektywnymi - może też wynikać ze zdrowszego trybu życia rodzin unikających szczepień. Obserwujemy często na przykład, że (hipoteza!) grupy przeciwne szczepieniom są jednocześnie mocniej skupione wokół zagadnień zdrowego żywienia, uważniej przyglądają się składom produktów, unikają zanieczyszczeń, bardziej świadomie planują dzieciom rozrywki etc. Zakładając więc nawet pełną szczerość i brak efektu konfirmacji (utopia!), lepsze zdrowie niezaszczepionych dzieci wcale nie musi wynikać z tego, co próbują nam wmówić autorzy artykułu. 

Korelacja nigdy nie będzie dobrą metoda analizy danych jeśli chcemy wnioskować o przyczynach zjawiska. Oczywiście może być też fajną, wygodną i całkiem przyjemną metodą - jeśli wiemy co, jak i dlaczego chcemy analizować  (a czego nie chcemy, oraz umiemy dostrzec i oddzielić jedno od drugiego).
Ta wiedza to oczywiście banał, abecadło badacza, ale niestety nieznana przeciętnemu rodzicowi czy internetowym komentatorom. 

Przytoczone badanie jest bublem, który tylko pozornie nosi znamiona naukowości. A nieświadomi rodzice się na to łapią, przekazują dalej, na potwierdzenie swoich decyzji i przekonań. Bo przecież „naukowcy dowiedli”...



Zgadzasz się? Udostępnij, pomóż nieść kaganek oświaty tam, gdzie panuje metodologiczny mrok ;)

 

comments powered by Disqus