Dlaczego zaniedbałam blog?
Muszę się Wam do czegoś przyznać. To moje niepisanie bloga i doktoratu miało drugie, ukryte dno. Wcale nie jestem taka leniwa, choć bardzo chciałabym być... :( 
 
Przyczyny są dwie. Dzisiaj przyznaję się do jednej, ale spokojnie - niebawem pewnie na jaw wyjdzie też druga ;) Otóż od miesięcy pracowaliśmy nad Czymś Dużym i Ważnym. Jak pewnie wiecie, oprócz pracy naukowej mam też (a może przede wszystkim?) firmę technologiczną, którą prowadzę od kilku lat z mężem. I w ramach tej firmy odpaliliśmy jakiś czas temu kilka projektów startupowych, wśród nich - Symu.co, portal ułatwiający grafikom i webdesignerom współpracę z klientami.
 
Adam pracował nad nim od kilku lat: najpierw na potrzeby wewnętrzne naszej agencji, potem - również dla użytkowników z zewnątrz. 
I właśnie ten projekt zżerał ostatnio 90% mojego czasu i uwagi - stąd zaniedbanie doktoratu, bloga i Was. Prace programistyczne (na szczęście nie moja to działka...), marketing, konsultacje prawne, prace nad umowami, negocjowanie warunków - siłą rzeczy na wszystko nie starczało mi już czasu i sił, a blogowi oberwało się najmocniej. 

Ale dzisiaj mogę już odetchnąć z ulgą i pochwalić się naszym sukcesem - bo gorąco wierzę w to, że dobrymi rzeczami warto, co tam warto - trzeba! się chwalić. Wierzę też, że opowiadanie o sukcesach działa motywująco i inspirująco - sama lubię słuchać i czytać takie opowieści, bo dają potężnego kopa do pracy. Dlatego niebawem na blogu pojawi się pewnie kilka branżowych tekstów o tym, czego nauczyły nas ostatnie miesiące. O kulisach pracy nad takim projektem, o zasadach negocjowania z inwestorami, a nawet o... ciemnej stronie pracy 24/7 z własnym mężem ;) Wiem, że wielu z Was żyje kompletnie czym innym i o startupach nie ma zielonego pojęcia, ale jest też spora grupa czytelników z tej branży. I jednym, i drugim postaram się przybliżyć nieco ciekawych zagadnień i podzielić się zdobytymi ostatnio doświadczeniami. W końcu sama jeszcze parę lat temu nawet nie przypuszczałam, że tak mocno wsiąknę w ten świat, że zdominuje on całe moje zawodowe życie. Pokonałam długaśną drogę od studentki pedagogiki przedszkolnej (tak, takie studia na początku wybrałam!), przez adepta neuropsychologii z aspiracjami do pracy w szpitalu, do... szefowej marketingu w firmie technologicznej. By stanąć w tym miejscu, w którym znaleźliśmy się dzisiaj i móc powiedzieć, że warto próbować nowych rzeczy, zdobywać nowe kompetencje, przekraczać swoje ograniczenia i wychodzić ze strefy komfortu. Warto!!! 

Tak czy inaczej, bez zbędnego owijania w bawełnę - MAMY INWESTORA! Poznański fundusz inwestycyjny Speed Up uwierzył w nas i w nasz projekt do tego stopnia, że odważył się wrzucić sporą kasę na dalszy rozwój. To dla nas duża, bardzo duża sprawa. Oznacza kolejne miesiące ciężkiej pracy, ale helloł! Przecież my to kochamy! :) Powiększamy zespół, wchodzimy na rynki zagraniczne, działamy! 

Kończąc ten przydługi, spontaniczny wpis chcę podziękować tym z Was, którzy wiedzieli albo domyślali się, podpytywali o postępy, dopingowali i wspierali. Dzięki! <3 :*

WHOOP WHOOP! ZROBILIŚMY TO! Marzenia się spełniają, a my właśnie pokonaliśmy pierwszy duży krok w tym kierunku! :) <3 
comments powered by Disqus