Dzień drugi w Ligurii - zwiedzamy, pływamy i jemy
Po idealnym śniadaniu (pomidory, mozarella, prosciutto, focaccia i oliwa, a na zakończenie- zmysłowo słodkie brzoskwinie z ogrodu naszej gospodyni) ruszam do portu. 
Po drodze mijają mnie skutery, głównie vespy - te nowiuśkie, dizajnerskie i stylowe, ale też i te starutkie, pamiętające czasy młodości swoich właścicieli. Bo na skuterach jeżdżą tutaj wszyscy - starzy, młodzi, kobiety, mężczyźni, biznesmeni i sklepikarze. Nie trzeba prawa jazdy, idealnie mieszczą się w wąskich uliczkach i na zatłoczonych parkingach. 

Praktycznie całe miasteczko pełne jest luksusowych rezydencji, choć zauważam też gdzieniegdzie zwykłe domy, bloczki a nawet coś na kształt slumsów (które tutaj wyglądają co prawda jak przeciętny domek na przedmieściach Warszawy, ale i tak wyraźnie odstają od typowych budynków tutaj...).
Po drodze kupuję mapę, wodę i tak zaopatrzona ruszam wzdłuż wybrzeża. Po krótkim marszu przez m.in. pusty już o tej porze targ rybny docieram do Piazza Victorio Veneto i położonego zaraz obok Piazza Caprero z robiącą spore wrażenie bazyliką di Santa Margherita d'Antiochia. Mam na sobie krótkie szorty i koszulkę na ramiączka, z szacunku do miejsca nie decyduję się więc wejść do środka - wrócę tu z czymś dłuższym do zarzucenia na nieprzyzwoicie odkryte ręce i nogi.

Skręcam w prawo, w via Principo Centurione i dochodzę do Parco Cherichetti. Tu zaczyna się magia-po przekroczeniu bramy dosłownie obezwładnia mnie zapach wszechobecnych kwiatów. Cała Liguria ma niesłychanie różnorodną i bujną roślinność, zaś w parku następuje chyba jej apogeum. Zgromadzono tu ponoć najpiękniejsze, najbardziej dorodne i cenne gatunki. 
Ale nie tylko zmysł węchu zostaje dokarmiony. Z każdym kolejnym krokiem do uszu dociera kakofonia dźwięków, sprawiająca jednak dziwną, niemal perwersyjną przyjemność. Oto bowiem na szczycie wzgórza znajduje się szkoła muzyczna, a ja trafiłam wlasnie na trzy próby- chóru operowego, fortepianową i lekkich instrumentów dętych. Gdzieniegdzie po całym parku rozsiedli się też soliści gitarowi i stroją instrumenty. Istne szaleństwo, a jednocześnie niesamowicie zmysłowe i intensywne doświadczenie: żar z nieba, słodko-duszący zapach kwiatów i ta płynąca zewsząd wariacka muzyka. Oszołomiona przysiadam tu na jakiś kwadrans po czym idę dalej, w kierunku Villa Durazzo. Powłóczę się tu jeszcze chwilę. 

Następny cel to miejski cmentarz u szczytu Via Dogali. W tym mieście nawet tak pozornie przygnębiające miejsce wydaje sie niesamowicie przyjemne, stylowe, wręcz... przytulne. Kilka zdjęć i ruszam dalej, muszę dowiedzieć się jak dokładnie trafić do domu w tej plątaninie uliczek. Przy wyjściu dwóch starszych Włochów, widząc mapę w mojej ręce, łamanym angielskim oferuje pomoc. Niewiele mi z tego przychodzi- włoski sposób tłumaczenia sprawia, że wszystko wydaje się pięc razy bardziej skomplikowane niż w rzeczywistości. Wybieram więc losową uliczkę z nadzieją, że doprowadzi mnie gdzieś w okolice portu. Po drodze kolejny Włoch (kurczę, wszyscy tacy uczynni, jak na Bałkanach!) oferuje podwózkę na skuterze. Grzecznie odmawiam, mama i mąż nie pozwalają mi jeździć z nieznajomymi... :P 

Jakoś docieram do portu - tu zaczyna się przygoda. Zapomniałam nazwy ulicy, w którą powinnam skręcić. Nie jestem tez pewna adresu naszego domku. 
Uparcie idę więc dalej wzdłuż wybrzeża. Mijam Punta Bagno Delle Donne, Punta Dell'ago i Punta Pedale. Jak się później okaże - już teraz jestem co najmniej kilometr za daleko. Nieświadoma czekającej mnie wędrówki pod górę decyduję się skręcić w prawo i jakoś ściąć wzgórze, dzielące mnie od szacowanej lokalizacji domu. Po dotarciu na szczyt okazuje się, że... pomyliłam wzgórza. Nie pozostaje mi nic innego, jak cofnąć się tą samą trasą do portu i wykonać jeszcze jedno podejście, tym razem od właściwej strony. Jakąś godzinę (i z 5 km w pełnym słońcu ) później zaliczam finalne podejście pod górę. Tym razem rozpoznaję już znajome okolice i po kwadransie śmieję się z mężem z własnego nieogarnięcia. Jest czternasta, na liczniku mam ładnych paręnaście kilometrów. 

Chwila odpoczynku i... znowu na plażę! Poranny spacer podsycił apetyt, ratuję się więc zimnym melonem - wracam do życia. Ponowne zejście, ponowna wizyta w porcie. O, jak tęskniłam! ;) 
Plaża jest kamienista, skalista wręcz, a woda bardzo głęboka - parę kroków od brzegu jest już kilkanaście metrów. Silne fale onieśmielają, nie czuję się wystarczająco pewnie by odpłynąć od brzegu. Żałuję, że nie zabrałam z domu okularów i butów do pływania. Jutro będę pamiętać. 

Po 17 słońce chowa się za góry i nie zamierza już wyjść. Robi się chłodniej a my umieramy z głodu, jednak czekamy jeszcze godzinę. Siesta, wszystko pozamykane. 
Punkt 18 wyruszamy w poszukiwaniu jedzenia. Półgodzinny spacer do ścisłego centrum jeszcze bardziej pobudza żołądek. Wchodzimy w uliczkę restauracyjną, przy bazylice. Z każdej strony kuszą nas zapachy - restauracji jest conajmniej kilka, na bardzo małej przestrzeni. Wybieramy Angolo 48. Adam i Monika decydują się na spaghetti carbonara, Mio - tagliatelle z krewetkami, Daniel łososia a Angie - tuńczyka. Ja biorę typowe dla regionu pansotti in salsa di noci - ravioli nadziewane szpinakiem, ricottą, jajkami i parmezanem, w sosie z orzechów włoskich. Do tego duża ilość zimnego, musującego białego wina. Po chwili wiemy już, że wybór miejsca był najlepszą możliwą decyzją dzisiejszego wieczoru. Każdy z nas rozpływa sie nad swoim talerzem, zaś mój zostaje okrzyknięty mianem "winner of the table". Najedzeni wracamy nieśpiesznie do domu, na wieczorną lampkę białego wina. Wprost idealne zakończenie kolejnego ekscytującego dnia. Buonanotte! 

IMG_2993IMG_2960IMG_2957
Poranek nad zatoką - uczta dla oka! IMG_2991
Lokalne figi dojrzewają w pełnym słońcu. Na wyciągnięcie ręki! IMG_2997IMG_2995IMG_2999
Najpopularniejszy środek transportu we Włoszech - vespa. 
IMG_3002
Kapliczka, jakich wiele. A jednak ma sobie tyle uroku!
IMG_3000IMG_3018
Detale, detaliki...IMG_3008IMG_3013IMG_3010IMG_3020
Pełne uroku i przepychu posiadłości zamożnych mieszkańców Santa Margherita.IMG_3019IMG_3023IMG_3027
Port - dawniej najważniejsza część miasteczka. Nadal niezwykle urokliwa, zwłaszcza o zmroku i w weekendy, kiedy marina zapełnia się luksusowymi jachtami. IMG_3030IMG_3025IMG_3033
Świeżo złowione ryby i owoce morza czekają co rano na targu. IMG_3035IMG_3034IMG_3031IMG_3037IMG_3038IMG_3044IMG_3054IMG_3041IMG_3046
I znowu detale - mam słabość do włoskiego zdobnictwa. IMG_3045IMG_3064IMG_3060IMG_3065IMG_3071IMG_3069IMG_3076IMG_3085IMG_3082
Święta Małgorzata (Santa Margherita) z Antiochii błogosławiąca marynarzom. IMG_3087IMG_3089
IMG_3091IMG_3101IMG_3088IMG_3093IMG_3090IMG_3094
IMG_3098
Krzysztof Kolumb
IMG_3102
Bazylika świętej Małgorzaty z Antiochii, patronki miasta
IMG_3105IMG_3106IMG_3104IMG_3123
IMG_3107
Piazza Caprera tuż przy bazylice
IMG_3120IMG_3124
Park Chierichetti IMG_3125IMG_3139IMG_3140IMG_3143
Villa DurazzioIMG_3145IMG_3153IMG_3158IMG_3147IMG_3165IMG_3160IMG_3168
Widok na nabrzeże portu z tarasów Villa DurazioIMG_3169IMG_3171IMG_3175
Zółwiowisko! :) IMG_3185IMG_3173IMG_3190IMG_3192IMG_3200
Kościół San Giacomo di Corte IMG_3198IMG_3199IMG_3224IMG_3219IMG_3234IMG_3243IMG_3216IMG_3229IMG_3246
Schody prowadzące na teren cmentarza miejskiego
IMG_3247IMG_3250IMG_3254IMG_3267IMG_3270IMG_3259
Te uliczki będą mi się śnić po nocach. Wąskie, kręte, wznoszące się lub opadające w dół, a na dodatek pełne szaleńców na skuterach. Szczęście, że Adam świetnie radzi sobie za kierownicą i umie zachować zimną krew; ja nie wyjechałabym stamtąd bez szwanku, tymczasem oddaliśmy auto w Bergamo bez jednej rysy (ale o tym opowiem kiedy indziej... :) 
zdjęcie 1 (2)
Zakończenie dnia w Angolo 48 przy Via Palestro. Wyżej: najlepsze carbonara jakie miałam okazję kosztować. Niżej - niezapomniane pansotti in salsa di noci (w sosie z orzechów włoskich), a na samym dole - gnocchi z owocami morza w sosie curry. zdjęcie 2 (2)zdjęcie 3 (2)


Podobały się Wam zdjęcia? Dajcie lajka! :)
Chcecie więcej? A może chcielibyście się czegoś jeszcze dowiedzieć o Ligurii, Santa Margherita, lokalnej kuchni lub miejscach wartych odwiedzenia? Dajcie znać w komentarzach! :) 
comments powered by Disqus