Jestem w ciąży więc mi się należy!

Lektura komentarzy na forach internetowych i facebookowych grupach dla kobiet spodziewających się dziecka doprowadziła mnie jakiś czas temu do zaskakującego odkrycia. Otóż ciąża, Moi Drodzy, jest to stan, w którym kobietę w magiczny sposób przestają obowiązywać jakiekolwiek zasady współżycia społecznego. Stan, w którym dostaje dyspensę od wszelkich dotychczasowych reguł. Stan, w którym - wyniesiona na piedestał dzięki swojemu niezaprzeczalnemu sukcesowi prokreacyjnemu - ląduje nagle w centrum wszechświata, a wszechświat zaczyna obracać się wokół jej pęczniejącego brzucha. 
Przygotowałam zatem podręczny zestaw porad dla świeżo zaciążonej. Nie dziękujcie.

  1. Dwie kreski na teście? Wspaniale! Biegnij teraz do lekarza po L4, gdyż NALEŻY CI SIĘ. Ciąża to wszak magiczny, wspaniały czas, który MASZ PRAWO spędzić leżąc na kanapie, oglądając seriale i buszując po wyprzedażach.
  2. Jeszcze miesiąc do kolejnego USG, a ty chciałabyś wcześniej poznać płeć swojej fasolki i zobaczyć, jak ziewa? Pędem leć na izbę przyjęć i powiedz, że masz ostre skurcze - będą musieli zrobić badania. PRZECIEŻ MASZ PRAWO zobaczyć swoje dziecko!
  3. Ciąża. Ten piękny stan, kiedy w zasadzie już nic NIE MUSISZ. Przecież trudno się spodziewać, żebyś zasuwała w domu skoro nosisz w sobie dziecko? Twoje ciało produkuje nowego człowieka - to wystarczający wysiłek. Zatem niech mąż obiad zrobi sam. I pozmywa. Wcześniej mógłby też polecieć po zakupy, bo przecież w ciąży NIE WOLNO SIĘ MĘCZYĆ.
  4. Dwadzieścia pięć lat pilnowania wagi, jedzenia owoców, biegania, fitnessów i innego badziewia. Wreszcie NIE MUSISZ się starać! Kto dba o linię, skoro brzuch i tak rośnie? Zjedzmy całą Nutellę, zagryźmy kebabem, na kolację skoczmy do McDonalda a potem odpocznijmy na kanapie. W końcu musisz jeść za dwoje, a skoro masz zachcianki - to przecież dzidzia potrzebuje. A dziecku chyba nie odmówisz?
  5. Makijaż? Fryzura? A po co to komu? Przecież jesteś w ciąży! Dresy i stary tiszert męża wystarczą, nie musisz być teraz miss świata - teraz jesteś  Matką Polką i niech wszyscy się od ciebie odczepią. Ty nosisz w sobie dziecko, przecież NIE MUSISZ już wyglądać.
  6. Spacery? Basen? Ćwiczenia dla ciężarnych? Jesteś w ciąży, masz prawo narzekać, że wszystko cię boli. Pogódź się z szarpaniem w kręgosłupie i zadyszką, zalegnij na kanapie dyrygując mężem - to przecież uroki ciąży. Poza tym MASZ PRAWO.


Brzmi dziwnie? Strasznie? Idiotycznie? A powstało na podstawie autentycznych, podpatrzonych w sieci dyskusji między kobietami. Poważnie, nic nie zmyślam!

Oczywiście nie piszę o sytuacjach trudnych, niezależnych od naszej woli. Wiem, że czasem L4 jest jedynym wyjściem. Że czasem mdłości nie pozwalają wyjść z domu, a co dopiero dojechać do pracy i jeszcze w niej wytrzymać. Że 3 badania USG na NFZ przez całą ciążę to może mało, i że kiedy nie czuje się ruchów dziecka przez kilka godzin, zaczyna się świrować. Że są dni, kiedy nie ma się siły by wstać i ogarnąć mieszkanie. Że gotowanie obiadu to mnóstwo zapachów, a zapachy są, cóż, nie zawsze pożądane (hahaha, cóż za eufemizm!). Że zdarzają się dziwne zachcianki i ataki wilczego głodu. Że czasem nie mdli tylko w dwóch sytuacjach - kiedy jesz i kiedy rzygasz, więc z dwojga złego lepiej nie przestawać jeść. Że potem może nawet poszłoby się na ten spacer, basen czy ciążo-jogę, ale przychodzi godzina 18, zapasy energii dobijają limitu i zasypia się tam, gdzie się stało. Że czasem w ciąży cera jest jak u nastolatki - trądzik i pryszcze, z którymi nic nie zrobisz bo… wszystkie leki i silne kosmetyki nie dla ciężarnych. I nawet nie chce się nakładać makijażu bo i tak nic to nie da. I dresy są najwygodniejsze, taka prawda. A ciążowe ciuchy kosztują majątek, więc to średnio rozsądny wydatek tuż przed urodzeniem dziecka. Że w ciąży metabolizm szaleje i nie zawsze udaje się utrzymać kontrolę nad kilogramami, a głodówka nie jest najlepszym pomysłem. Za to zjedzenie tego słoika Nutelli staje się sprawą wagi państwowej, niecierpiącą zwłoki, niezbędną do przeżycia kolejnego ciężarnego dnia. Wiem i rozumiem. Naprawdę.

Ale to od nas zależy, co z tym wszystkim zrobimy. Czy damy sobie przyzwolenie, by się roztyć, zbrzydnąć, rozleniwić, jednocześnie fundując sobie - na własne życzenie! - dodatkowe pryszcze (Nutella!), bóle kręgosłupa (basen pomaga!), zaparcia (dieta kebabowo-czekoladowa to średni pożytek dla trawienia), trudny poród (aktywne rodzą łatwiej!), cukrzycę ciążową i trudności z przyzwyczajeniem się do stanu "po" (“kto mi zabrał moje ciało?”)… Czy może spróbujemy w miarę możliwości z nimi walczyć, pomożemy sobie przejść przez ten - piękny przecież, choć cholernie trudny czas - w miarę łagodnie.

Te wszystkie owoce, zdrowe przekąski, bilans kalorii, baseny, spacery, aktywność zawodowa i makijaż czy ładny ciuch to naprawdę nie są wymysły od czapy. One faktycznie pomagają utrzymać lepsze samopoczucie fizyczne i psychiczne, zawalczyć o jako-taką równowagę, przygotować ciało i umysł do tego, co czeka nas później.

Doskonale zdaję sobie sprawę, że jest też druga strona medalu - kiedy młodzi ludzie w komunikacji miejskiej ślepną nagle na widok ciężarnych brzuchów; kiedy nawet w kolejce do przychodni nie znajdzie się jedna życzliwa dusza, która przepuści czekającą na pobranie krwi, miotaną porannymi mdłościami i zawrotami głowy przyszłą matkę; kiedy lekarz wzbrania się przed wypisaniem L4 jak diabeł przed święconą wodą - mimo plamienia, skurczów i skróconej szyjki; kiedy pracodawca nie wyobraża sobie, że w 7 miesiącu ciąży można nie mieć siły wziąć nadgodzin, weekendowego szkolenia i delegacji w Rumunii. Wtedy postawa “należy mi się” i “będę o to walczyć” jest najlepszym, co możemy zrobić dla siebie i tej kiełkującej istotki. To temat na odrębną notkę. Długą, soczystą notkę. Ale nie dziś. Dziś wytykam palcem ten jeden, irytujący typ ciężarnych, przez które wszystkie jesteśmy postrzegane jak trędowate, święte krowy i zaraza społeczna. Pamiętajcie, karma wraca. Te słoiki Nutelli, te godziny na kanapie, te nieprzepłynięte baseny - dadzą o sobie znać prędzej czy później. “Bo Wam się należy”. Owszem, nawet całkiem logiczne jest, że za to wszystko należy się ciężki poród, nadwaga i rozstępy. Coś za coś.

Korzystajcie z ciążowych przywilejów, ale nie nadużywajcie ich. Bo robicie krzywdę sobie, dziecku, mężowi, wreszcie innym ciężarnym. Bo po tych cudownych dziewięciu miesiącach “nic nie muszę” i “wszystko mi wolno” w końcu i tak przyjdzie czas na kubeł zimnej wody. Po porodzie przywileje znikną a zostanie wredne, roszczeniowe, zaniedbane z własnej woli babsko, którego same nie poznajecie. Przerysowana, karykaturalna, sfrustrowana “Matka Polka”, którą nigdy nie chciałyście się stać.

 
comments powered by Disqus