Kajaki na Morzu Śródziemnym

Taką atrakcję sobie zafundowaliśmy. Piękna pogoda, słońce, krystalicznie turkusowe morze, kajaki i my. Idealny dzień!
Z samego rana złapaliśmy busa do Paraggi, gdzie czekała na nas ekipa przewodników ze sprzętem. W planie mieliśmy przyjemną trasę wzdłuż klifów zakończoną snorklingiem. Wyposażeni w Go Pro i ajfony w wodoodpornych obudowach snuliśmy nadzieje na fantastyczne zdjęcia - rybki, koralowce, te klimaty…

IMG_7145 1IMG_9778IMG_9792

IMG_9800Nutella przenośna <3IMG_9793


Tymczasem. Już pierwszy rzut oka na morze obudził wątpliwości. Fale. No, fale są. Takie jakby duże trochę. Ja jestem dość (średnio) doświadczoną kajakarką, mam na koncie kilkaset przepłyniętych kilometrów, głównie na spokojnych rzekach Warmii i Mazur, trochę - Mazowsza. Zaliczyłam też czeską wzburzoną Sazavę, ale kiedy to było. No i na początku tego lata raftingowaliśmy pontonem w Czarnogórze. Wody się więc nie boimy, kajakować umiemy. Ale to, czego doświadczyliśmy tym razem, zostawiło najsilniejsze chyba wodne wspomnienia.
Fale narastały z każdym kolejnym przepłyniętym metrem. Wiosłowało się koszmarnie ciężko, wiatr spychał nas do tyłu. Kajaki morskie są dość niewygodne i co by nie mówić - niestabilne. Mimo doświadczenia i obowiązkowej kamizelki ratunkowej zaczęło mi się robić jakoś tak nieswojo - i w głowie, i na żołądku…

IMG_7113 1IMG_7105 1IMG_7102 1

o, taki gustowny kapoczek dostałam; rozmiar... dziecięcy. Oczywiście. IMG_7131 1
IMG_7130 1
IMG_7126 1<3IMG_7137 1


Nie wiem, ile to trwało. Oddaliliśmy się dość znacznie od bazy, kiedy przewodnicy zarządzili odwrót. Fale za wysokie, dalej nie damy rady, snorkling odwołany. I żal, i ulga. Szkoda zdjęć, co to ich nie zrobiliśmy, napaliłam się troszkę na rybki. Z drugiej strony z morzem nie ma żartów, a fale naprawdę momentami były potężne - zdarzało nam się w ciągu paru sekund wznieść się w górę i opaść na ładny metr lub półtora.
Zresztą zobaczcie sami - na tym filmie zamieściłam kilka krótkich ujęć z tego dnia:



Wymęczeni, mokrzy i słoni, a przede wszystkim - potwornie głodni (choć z żołądkami drżącymi jeszcze od zaczajonej choroby morskiej) przewędrowaliśmy do Portofino, by złapać taksówkę wodną do Santa Margherita. Na próżno, wszystkie rejsy - z powodu fal - odwołane. Powlekliśmy się więc pieszo malowniczą trasą wzdłuż wybrzeża, do fenomenalnej knajpy tuż przy plaży - Capo Nord (o, tu macie ich stronę: http://www.caponordsantamargheritaligure.com/). Polecam, z całego serca! Jedzenie przepyszne, miejsce - cudowne, a managerka, Irene to złota kobieta. Można przyjść rano i na zmianę - jeść, pić, wylegiwać się na leżaku i pływać. I od nowa, do samego wieczora.


IMG_7031 1
o, tu się czesałam w ajfonie :)IMG_9845
urokliwe Portofino
IMG_9849IMG_9868
karta pełna wspaniałości :)IMG_9869IMG_9871IMG_9884
Sola "alla ligure" - z orzeszkami piniowymi, oliwkami i ziołami <3IMG_9882
zasłużona nagroda po pełnym emocji przedpołudniu ;) 
IMG_7098 1IMG_9888IMG_9894


Po zasłużonym obiedzie, deserze i limoncello doczłapaliśmy do domu, akurat na zachód słońca. Co za dzień!

 
comments powered by Disqus