Mleko roślinne - co z nim nie tak?
Nie ogarniam. No nie ogarniam, choćbym nie wiem jak chciała. Wszystkie nowinki załapuję ostatnia, mody mnie omijają, Wy się czymś ekscytujecie - ja nie wiem o co chodzi. Próbuję nadrabiać, ale wiecie jak jest. 
Cała blogosfera kulinarna od conajmniej dwóch lat fascynuje się mlekiem roślinnym, ja załapałam dopiero teraz. No ale skoro już załapałam, to się z Wami podzielę.
 
Całe życie byłam mlekopijem. Takim wiecie, litr dziennie - do kawy, do herbaty, w koktajlu, luzem. Na śniadanie owsianka, na przekąskę twarożek, ser żółty na deser. 
Urodziłam Zośkę, Zośce wylazła na twarzy wysypka, lekarze orzekli alergię na białka mleka krowiego, ja wpadłam w popłoch. Odstawić nabiał? Cały? Niby jak? I zaczęłam szukać. Wiedziałam, że mleko sojowe z kartonu to tak niekoniecznie bo zagęszczane, dosładzane, bo fitohormony i złowrogie GMO. Ryżowe - trudnoosiągalne, no i cena - 8 złotych za litr, jak się dobrze trafi. Lekko licząc wychodzi, że na mleko pójdą  miliony monet miesięcznie. Niefajnie. 

A gdyby tak zrobić w domu? Spróbujmy. 
Przepis jest prosty: potrzebujemy płatków owsianych, wody i blendera kielichowego, opcjonalnie wanilii, miodu i gęstego sita. A konkretnie: 3 łyżki płatków na szklankę. Na litr napoju sugeruję poczwórną porcję, ale jeśli macie mały blender dopasujcie proporcje do jego pojemności, żeby przy pierwszym podejściu nie bawić się wylewanie, przelewanie, odlewanie… 

Płatki zalewamy na noc wodą. Rano wlewamy całość do blendera i blendujemy, aż się zblenduje. Na tym etapie możecie dosłodzić i dodać ziarenka z połowy laski wanilii. 
Całość przecedzamy przez sito, gazę lub - najlepiej - pieluchę tetrową (niewątpliwą zaletą posiadania niemowlęcia jest zapas tetry w domu). Albo nie przecedzamy i pijemy z fusami, bo fusy najzdrowsze. 

IMG_8330

Mleko owsiane jest geste, sycące, smaczne. Nadaje się jako baza do koktajli, owsianek, musli. Wiem już też, że (po konsultacji z pediatrą) można podać je starszym maluchom zamiast mleka krowiego czy MM. 

Ale odczucia mam mieszane. Z jednej strony fajnie, pewnie więcej nie kupię już sklepowego. Z drugiej - cholera, to jednak nie to. Choćbym się uparła, trudno mi napój z nasion nazwać mlekiem. Zresztą zgodnie z dyrektywami UE „mleko” to wydzielina gruczołów samic ssaków, także ten… 

Nie zawiera laktozy, ale również i wapnia. Nie tak tłuste, ale bogate w węglowodany. Ma dużo witamin z grupy B, ale już tych z grupy D brak.  
Smaczne, zdrowe, fajne, fantastyczna odmiana i zamiennik dla uczuleniowców - ale to nie jest mleko, no nie jest i kropka. 

A wiecie co jest w tej historii najlepsze? Że Zośkowa "alergia na białka mleka krowiego" okazała się być zwyczajnym, fizjologicznym trądzikiem niemowlęcym, który zniknął po miesiącu. I dobrze, bo bez mleka nie wyobrażam sobie życia! ;) 
comments powered by Disqus