Pierwsze Zosine wakacje

Nie wiem jak to się stało, że pierwszy dłuższy, kilkudniowy wyjazd z Zosią zaliczyliśmy dopiero teraz. Owszem, zdarzały nam się coraz dalsze wycieczki samochodowe, zawsze jednak na noc wracaliśmy do domu. Urlop planowaliśmy od dawna, ale zawsze coś wyskakiwało. 
Dlatego kiedy postanowiliśmy wyskoczyć na parę dni do Kazimierza Dolnego, byłam pełna obaw. Nowe miejsce, nowe łóżko, co z jedzeniem, kąpielą, co spakować, ile pieluch? Staram się nie być nadmiernie spiętą mamą - ale nowe sytuacje wywołują u mnie niepokój, a nowe sytuacje z udziałem Zosi to już w ogóle… 
No ale hotel zarezerwowany, zaliczka poleciała, jedziemy. 

IMG_4885IMG_4900IMG_4890
 

Hotel i nocleg

Wybraliśmy Król Kazimierz Hotel& Spa. Nie będę silić się na rozbudowane recenzje - dość powiedzieć, że byliśmy bardzo zadowoleni i z przyjemnością wrócimy. Obsługa dwa razy upewniała się, jaki układ łóżek wybieramy, zaoferowano nam także łóżeczko turystyczne, z którego oczywiście nie skorzystaliśmy - Zosia od urodzenia śpi z nami. Po otrzymaniu takiej informacji pani recepcjonistka obiecała, że dostaniemy duże łóżko z jednym, wielkim materacem (a nie połączone dwa). Łóżko okazało się BARDZO wysokie, zatem w obawie przed nieplanowanym fikołkiem młodzieży obstawiliśmy je dookoła fotelami, a na podłodze ułożyliśmy poduszki. Przezorny zawsze ubezpieczony, na szczęście Zofia nie skorzystała z atrakcji i wszystkie noce przespała jak należy, pomiędzy rodzicami. 
Współspanie to cudowna sprawa, zwłaszcza w połączeniu z karmieniem piersią - podobnie jak w domu, także na urlopie zagwarantowało nam beztrosko przespane noce. 
 

Karmienie


Właśnie, karmienie piersią. Obaw było wiele. Zofia wyrasta z wieku niemowlaczkowego, robi się coraz bardziej kontaktowa i "dziewczynkowa", a wiadomo jak w naszym społeczeństwie wygląda temat karmienia dzieci starszych niż pół roku - budzimy, delikatnie mówiąc, ogólne zdziwienie. Nadal trochę obawiam się zatem publicznego karmienia, bo czasem kiepsko radzę sobie z konfrontacją z ignorantami oferującymi nieproszone, niekompetentne rady w stylu „takie duże dziecko nie powinno już pić mleka”, „co ona je, jak to już sama woda leci” itp. Karmienie piersią daje nam mnóstwo benefitów w podróży: nie muszę rozpaczliwie szukać wody i miejsca do przygotowania butli, w każdej chwili i bezproblemowo mogę zaspokoić głód i pragnienie mojego dziecka oraz zapewnić mu poczucie bezpieczeństwa i stałości w nowej sytuacji. Karmiłyśmy się więc szczęśliwie na basenie, na rynku, w restauracji i na promie - i było wspaniale! :) 

IMG_4929IMG_5456IMG_5452

Jednak cyc to już nie wszystko, Zofia jada przecież coś więcej. W domu praktykujemy BLW, które, cóż, na tym etapie wiąże się z bałaganem. Obawiałam się więc, jak to będzie w restauracjach - Zosia bardzo lubi towarzyszyć nam w każdej czynności i kiedy jemy również domaga się czegoś w garść. Na wszelki wypadek noszę więc ze sobą dzidziusiowe przekąski, np. chrupki kukurydziane Hipp o dobrym składzie, bez soli. 
Nie było jednak tak źle: podczas każdego śniadania byłam w stanie wybrać kilka wartościowych i mało brudzących (lub łatwosprzątalnych, bo nie lubię zostawiać po sobie chlewu licząc na to, że "przecież ktoś sprzątnie"...) przysmaków podawanych do małej łapki lub łyżeczką: pieczywo z masłem, ser biały, owoce, warzywa, jogurt naturalny. Wystarczyło zabrać ze sobą śliniak, pieluszkę tetrową i mokre chusteczki. Również wszystkie restaracje, które odwiedziliśmy były przyjazne dzieciom, wyposażone w krzesełka a kelnerzy chętnie udzielali informacji na temat składu zamawianych dań.

Nie taki diabeł straszny! :) 
 

   

Wózek i wycieczki


Pogoda trafiła nam się iście wakacyjna, 35 stopni w cieniu. Wózek nasz, Baby Design Husky, dedykowany jest dzieciom zimowym. O ile gondola w pierwszych miesiącach naszej wózkowej przygody sprawowała się fantastycznie (klik-recenzja wóka Baby Design Husky), tak spacerówka przy takiej pogodzie zamienia się w mobilną saunę. Kiepski przewiew, czarna, zabudowana budka - Zofka nie była szczęśliwa. Oczywiście wózek świetnie sprawdza się jako transport dla całej masy bambetli: zapasowych ubranek, przekąsek, kocyków, aparatu, butelek z wodą dla całej naszej trójki, nie umiem więc z niego kompletnie zrezygnować. Przy niższych temperaturach, rano i wieczorem, byłam bardzo zadowolona, że z nami przyjechał. Amortyzacja i terenowe koła Huskiego super poradziły sobie zarówno w mieście, jak i okolicznych bezdrożach. 


IMG_4952IMG_5254IMG_5490IMG_5486IMG_5482IMG_5404IMG_5400IMG_5363IMG_5376


Na trudniejsze tereny i upały zabrałam chustę, mój dniomatkowy prezent, ukochane Kurpie w triblendzie bawełna (50%), len (25%) i merino (25%). Domieszka wełny z merynosa, wbrew temu z czym wełna może się nam kojarzyć, świetnie sprawdza się przy wysokich temperaturach. Nie powiem, żebyśmy w ogóle się nie spociły - ale z pewnością nosi się w niej znacznie przyjemniej, niż w 100% bawełnie. Kurpie poszły z nami w wąwóz Korzeniowe Doły, wdrapały się na Wzgórze Trzech Krzyży i Wzgórze Zamkowe, zwiedziły zamek w Janowcu. Ja coraz lepiej radzę sobie z wiązaniem plecaka prostego, choć ciągle szlifuję i poprawiam. Za to Zofka zachwycona, bo uwielbia oglądać świat z góry. Zwiedzała, spała albo zaczepiała turystów - budziłyśmy ogólną wesołość i zachwyt :) 
 

Basen

Przy okazji wybraliśmy się też na hotelowy basen, co przy takich upałach okazało się prawdziwym wybawieniem - wstawaliśmy wcześnie rano, zwiedzaliśmy, wracaliśmy do hotelu i od południa do mniej więcej 15 przeczekiwaliśmy największe słońce, by późnym popołudniem wałęsać się dalej. Trochę bałam się reakcji Zosi na wielką wodę - znowu, niepotrzebnie. Myślę, że spokojnie mogłaby spędzić tam cały dzień, z małymi przerwami na jedzenie i spanie w moich objęciach na jednym z leżaków na brzegu. Krótka regeneracja, zmiana pieluchy (swimmersy z Rossmana, polecam!) i hajda! znowu do wody. Fantastyczne doświadczenie, bardzo relaksujące a zarazem stymulujące dla naszego małego człowieka. 
 

 

Wnioski?

Większość ograniczeń i lęków jak zawsze siedzało w głowie matki. Wyjazd okazał się fantastycznym czasem zarówno dla nas, jak i Zofki. Zwiedziliśmy dokładnie tyle, na ile nasza trójka miała ochotę, odpoczęliśmy tyle samo. Uwzględniając potrzeby Zosi zwolniliśmy nasze standardowe podróżnicze tempo, ale bawiliśmy się nie gorzej, niż zwykle - a nawet lepiej, bo we trójkę. Sprawdziliśmy jak podróżuje się z małą i teraz bez lęku możemy zaplanować kolejny wypad - tym razem trochę dalej. 
 

O czym obowiązkowo pamiętać w podróży? 

 

Umówmy się tak: tutaj będę dopisywać kolejne punkty z Waszych komentarzy. O czym nie napisałam w tekście? Co byście dodali? Co sprawdziło się u Was? Dajcie znać!
 

  • Dostosuj tempo, czas, pory zwiedzania do możliwości dziecka. Ty znasz je najlepiej, wiesz, jak rozkładają się jego cykle aktywności. Zosia wstaje bardzo wcześnie i jest pełna energii, wieczorem bywa zmęczona i potrzebuje więcej spokoju. Zwiedzaliśmy więc głównie rano, wieczory zostawiając na niespieszne włóczenie się po okolicy. Nie lubi upałów i słońca świecącego w twarz, więc godziny najwyższych temperatur spędzaliśmy na basenie lub drzemiąc w pokoju z klimatyzacją. 
  • Krem z filtrem i coś na głowę nie podlegają dyskusji. 
  • Jeśli karmisz piersią, podczas upałów proponuj ją częściej niż zwykle. Niemowląt przed ukończeniem 6 miesięcy nie trzeba (nie należy!) należy dopajać niczym, nawet wodą. Starszym dzieciom również wystarczy mleko, ale woda w bidonie to super sposób na ochłodzenie - Zofka piła, ale co drugi łyk wypluwała na koszulkę, chłodząc sobie brzuch ;) 
  • Pamiętaj o czymś na komary i kleszcze - spray, plasterki z olejkami zapachowymi na wózek lub urządzenie odstraszające insekty. Ja w tym roku złapałam już mojego pierwszego kleszcza, lepiej więc nie ryzykować. 

IMG_5478IMG_5479IMG_5385IMG_5403IMG_5361IMG_4890IMG_5316IMG_5293IMG_5357IMG_5290IMG_4971IMG_4957IMG_5193IMG_5012IMG_4965

 

comments powered by Disqus