Schowaj wieszak do szafy.

Szlag mnie trafia. Miałam trzymać się z dala od kontrowersji,  taka byłam ZEN ostatnio. Dzisiaj chciałam opublikować zdjęcia z wycieczki do Łowicza - wiosna, Zofka w chuście, karmienie cyckiem w plenerze, słodko i zabawnie. Ale... kolejny już raz wchodzę na Facebooka w poszukiwaniu plotek i taniej rozrywki a wdeptuję w kałużę nienawiści. Zamiast śmiesznych kotów dostaję w twarz wieszakiem i bełkotem "aktywistów", których aktywność wyczerpała się po przyswojeniu powtarzanych w kółko nagłówków kilku poczytnych gazet i portali. 

"Więzienie za utratę ciąży!" "Koniec prac nad in vitro!" "Koniec nadziei dla  niepłodnych rodzin!" "Ciemnogród!" "Katotaliban w natarciu!" 

Autorzy, głównie blogerki, które dotychczas szanowałam i lubiłam, dały się wciągnąć w tę irracjonalną szarpaninę podejmując temat aborcji w mylnym przekonaniu, że sam fakt posiadania macicy uprawnia do dokonywania zaawansowanych ocen, bez uprzedniej refleksji i analizy. 

Poziom tekstów i postów, które przeczytałam zanim do reszty wzięła mnie cholera, okazał się żenujący, rynsztokowy.  Ta dyskusja stała się obrzydliwa, beznadziejna, zakłamana - a wy pozwoliłyście, by was w to bagno wciągnięto. Tak ma wyglądać walka o wolność? O ideały? O lepszy świat? 

Aborcja to fantastyczny temat do rozgrywania własnych interesów medialnych i politycznych. Widzieliście, co zrobiła Wyborcza? Ustawka „wierne wychodzą z kościoła podczas odczytania listu episkopatu”, wywiady z „oburzonymi katoliczkami”, które za chwilę okazują się być wojujacymi feministycznymi aktywistkami, zwerbowanymi za pomocą facebooka, które ostatni raz przed akcją kościół widziały może z raz, na własnym chrzcie - ewentualnie. 

Dałyście się zmanipulować, jak zawsze, gdy w grę wchodzi tak emocjonalny temat. Ładnie podsumował to Tomasz Adamski - http://odium.es/2015/04/aborcja-odwracanie-uwagi/

Machacie tymi wieszakami, machacie - a wczytaliście, wczytałyście się w treść ustawy? Przenalizowałyście komentarze jej twórców? Tak? To skąd te powielane w kółko bzdury?

Nie? To jakim prawem się wypowiadacie i szerzycie nieprawdę? Wczoraj napisał o tym Tomek Tomczyk: http://jasonhunt.pl/aborcyjna-karuzela-absurdy-manipulacje-i-konsekwencje/, w sobotę - Ordo Iuris:  http://www.ordoiuris.pl/gazeta-pl-manipuluje-czytelnikami,3765,i.html i chyba naprawdę nie trzeba tu już wiele dodawać. 

Dla jasności przypomnę: 

Art. 152. § 1. Kto powoduje śmierć dziecka poczętego, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
§ 2. Jeżeli sprawca czynu określonego w § 1 działa nieumyślnie, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. (…)
§ 6. Nie podlega karze matka dziecka poczętego, która dopuszcza się czynu określonego w § 2.”;

Co widzicie wy? Zamach na wolność, próbę odebrania nam, kobietom, prawa wyboru i decydowania o własnym ciele. 

Co widzę ja? Przede wszystkim próbę uregulowania praw dzieci poczętych. Jedna z kobiet w moim otoczeniu dwadzieścia kilka lat temu straciła dziecko w ósmym miesiącu ciąży, w wypadku spowodowanym przez pijanego kierowcę. Ona wyszła prawie bez szwanku: tylko kilka siniaków - nic wielkiego się przecież nie stało, prawda? Po prostu ośmiomiesięczny płód urodził się martwy. W świetle prawa to nawet nie dziecko, bo dzieckiem stanie się dopiero w chwili rozpoczęcia akcji porodowej. Co śmieszne, gdyby w tym ósmym miesiącu samoistnie zaczęła rodzić, status dziecka byłby kompletnie inny. "Płód" zyskałby przywileje człowieka. Czy wartość życia ludzkiego jest relatywna? 

Chciałabym, żeby zabójca jej córeczki mógł ponieść adekwatne konsekwencje. Chciałabym aby zbir, który napada kobietę w ciąży przyczyniając się do śmierci dziecka był sądzony jak morderca. Chciałabym, żeby lekarze czuli odpowiedzialność opieki nad dwiema osobami - nie tylko matką z płodem w macicy. 

Wiecie, mi też nie do końca podoba się treść tej ustawy. Uważam ją za mocno niedopracowaną, a dyskusję nad nią w takiej formie za niezwykle szkodliwą dla obu stron, zarówno dla obrońców partykularnej wolności, jak i życia poczętego. 

W samym temacie aborcji natomiast wypowiadać się nie chcę - to dla mnie szalenie trudne, bo rzadko aż tak bardzo nie wiem co myśleć. Nie wyobrażam sobie co czują kobiety zgwałcone, kobiety noszące dzieci śmiertelnie chore. Nie wyobrażam i nie chcę nawet próbować, nawet na potrzeby wstrząsającego i dobrze klikalnego tesktu na blog. Współczuje im cholernie i modlę się za nie - bo tylko tyle mogę zrobić. Chciałabym być bohaterką i móc zgodnie z moim swiatopoglądem szczerze zadeklarować się po którejś stronie. Wiem, że powinnam - na potrzeby ewangelizacji, wychowania mojego dziecka w duchu wiary i promowania postaw będących elementem przynależności do Kościoła, który wybrałam. Ale nie znam siebie na tyle, by potwierdzić to z całą pewnością - nie wiem, co czułabym na ich miejscu więc siedzę cicho, nie pouczam, nie daję przepisów na życie. Nie mam prawa oczekiwać od nikogo heroizmu. Jestem tak niesamowicie wdzięczna, że te dylematy nie są moimi dylematami. Że moje dziecko od początku było chciane, zdrowe, oczekiwane.

Ale chciałabym też, żeby już od poczęcia było chronione prawem jako człowiek. A nade wszystko chciałabym, żeby dyskusja nad wprowadzeniem tak ważnych zmian w prawie odbywała się na poziomie umożliwiającym spokojne przedstawienie wszystkich argumentów.

To co dzieje się teraz, to jedno wielkie bagno. Aktywistki, feministki, prowolnościowcy - piszę to bez złośliwości. Chcecie walczyć? Walczcie, bo wolność jest ważną wartością. Ale przejrzyjcie na oczy, ogarnijcie ten bajzel, nie dajcie sobą manipulować i nie róbcie już cyrków, dobrze? 
 

comments powered by Disqus