Subiektywny przegląd sal weselnych - moje warszawskie Top 10

Pytacie mnie czasem o salę weselną: którą polecam, jak wybrać, czym się kierować. Pomyślałam więc, że - zanim przygotuję tekst o obiektywnych kryteriach wyboru - podzielę się moimi osobistymi, subiektywnymi spostrzeżeniami i wspomnieniami z procesu wyboru naszej sali. 

Działo się to ponad trzy lata temu, ale dzięki skrupulatnym notatkom (tak, do organizacji wesela podeszłam do bólu metodycznie i projektowo) nic mi nie uciekło.


Rozważaliśmy kilka opcji. Z początkowego researchu, którego efektem było kilkadziesiąt propozycji po kilku dniach intensywnych przemyśleń, debat, spotkań i poszukiwania opinii w sieci wyłoniła się finałowa dziesiątka. Siłą rzeczy porównanie dotyczy Warszawy i okolic - jeśli chcielibyście podzielić się podobnymi uwagami dotyczącymi restauracji w innych miastach, komentarze są Wasze! 

Pod uwagę brałam:

  • cenę - bo uparłam się, żeby zorganizować wesele a) za nasze, nie rodziców, pieniądze i b) z jak najniższym budżetem a ewentualne nadwyżki przeznaczyć na podróż poślubną
  • lokalizację - ale ważniejsza niż faktyczne położenie na mapie miasta i okolicy była estetyka otoczenia (z tego powodu odpadły obiekty np. w Łomiankach i Piasecznie bo z reguły okolica, w której usadowiły się sale pozostawia w tych rejonach wiele do życzenia)
  • wystrój sali - możliwości dekoracji i to, jak będzie wyglądała na zdjęciach (kolor ścian, lustra, oświetlenie, niski sufit, przestrzeń do fotografii grupowej - to wszystko kwestie istotne z punktu widzenia obiektywu, warto więc skonsultować z fotografem!)
  • wygląd otoczenia - ogród, taras itd.
  • jakość kontaktu z managerem - szybkość odpisywania na maile (tego samego dnia czy po tygodniu?), kontakt telefoniczny, orientacja w temacie, komunikatywność i ogólne wrażenie w kontakcie osobistym
  • istnienie i wygląd hotelu/pensjonatu przy restauracji - obecność miejsc noclegowych była dla nas jednym z kryteriów kluczowych
  • menu - zarówno treściowo (chcieliśmy uniknąć typowo tradycyjnych potraw; bigos i schabowe nie komponowały mi się ani z naszym wyobrażeniem TEGO dnia, ani z sierpniowymi temperaturami; stawialiśmy więc na coś lekkiego, eleganckiego, mniej sztampowego), jak i jakościowo (opinie znajomych; własny rekonesans - niektóre sale na co dzień działają jako normalna restauracja/catering; opinie na forach internetowych)
  • obecność/brak ukrytych opłat dodatkowych - takich jak opłata za rezerwację sali, parking, serwis, korkowe, udostępnienie sali do wcześniejszej dekoracji, sprzątanie, ciasta, owoce... Nawet nie wiecie, co potrafi wymyślić obrotny przedsiębiorca, byle "wyjść na swoje" przy jednoczesnym wrażeniu niskiej ceny za "talerzyk"!
  • oczywiście - chcąc nie chcąc - dostępność terminu. A termin mieliśmy chyba najbardziej rozchwytywany w całym roku - 17 sierpnia, długi weekend wakacyjny.


Wszystkie te kryteria opiszę szerzej i konkretniej w kolejnym tekście z cyklu “organizacja ślubu i wesela”, tymczasem garść moich luźnych przemyśleń na temat sal, które braliśmy pod uwagę - a nuż któraś (któryś?) z Was rozważa jedną z tych opcji i moje doświadczenia okażą się przydatne?

 

Zatem poniżej moje - absolutnie subiektywne, pamiętajcie! - top 10 (kolejność przypadkowa), z których nie wszystkie jednak okazały się takie “top”...
 

  1. Villa Park Wesoła: świetna (w sensie estetycznym, nie logistycznym - tutaj wiadomo, u każdego dojazd wyglądał będzie inaczej) lokalizacja. Przyjemne, kameralne miejsce na weselny obiad lub niewielkie przyjęcie dla najbliższych. Bardzo ładny hotel z małym kompleksem SPA, co może być istotne dla nowożeńców chcących zrelaksować się nazajutrz po weselnych szaleństwach. Przetestowana i polecana przez znajomych, którzy wiele dobrego opowiadali o proklienckim nastawieniu i gotowości do pomocy ze strony pracowników sali. Również menu zebrało wiele pochwał - nie dotarła do mnie ani jedna negatywna opinia. Generalnie nasz typ numer dwa, choć finalnie (na szczęście, o czym przeczytacie za chwilę) przegrał z naszą faworytką “o włos” z uwagi na wycenę.
  2. Cuda Wianki: na co dzień to “zwyczajna” restauracja w Wilanowie, więc w każdej chwili można samodzielnie sprawdzić poziom kuchni. Moim zdaniem - całkiem niezły, choć na wesele menu okazało się nieco zbyt tradycyjne i ubogie. Fajny wystrój: na ludowo, kolorowo, z przecudnym ogródkiem, dobrze prezentuje się na zdjęciach. Świetne opinie i bardzo dobry kontakt - niestety, bez miejsc noclegowych. Dla nas odpadło, ale chętnie pobawiłabym się jeszcze na czyimś weselu w tym miejscu :)
  3. Art Impression House: przykład pozornie fajnej sali z dobrymi opiniami i świetnymi zdjęciami na stronie internetowej, która w bezpośrednim kontakcie okazuje się jednak kompletnym niewypałem. O ile wewnątrz wystrój jest mdło-standardowy czyli ani nie zachwyca, ani nie odstręcza, ot - beżowe ściany, lustra, kryształowe żyrandole, płytki na podłodze i standardowe długie stoły, które można udekorować wedle własnego uznania lub zdać się na gust managera sali - tak otoczenie jest kompletnie nieakceptowalne. To klasyczny przypadek choroby “weselnych zagłębi”, jakich namnożyło się mnóstwo wokół Warszawy. Piaseczno jest chyba jednym z największych. Dworek przy trasie, z obowiązkowymi kolumienkami, ogrodzony siatką. Po sąsiedzku z jednej strony jakiś skład złomu, opon i pustaków, z drugiej inna graciarnia czy tam warsztat samochodowy. O ile w przypadku zimowych imprez nie stanowi to większego problemu - byle dojechać, wysiąść i całą noc bawimy się wewnątrz - tak wesela letnie wymagają moim zdaniem znacznie bardziej estetycznej, malowniczej oprawy. Malusi ogródek otoczony lichym ogrodzeniem nijak nie spełnił naszych oczekiwań. Dodatkowo opinie (zarówno znajomych jak i znalezione w internecie) o jakości menu i obsługi były zbyt rozbieżne - od skrajnie pochlebnych, do “uciekajcie jak najdalej”. Nie zaryzykowaliśmy, nie nasz klimat.
  4. Boathouse: strasznie żałuję, że nie mogę zorganizować sobie drugiego wesela. Tym razem postawiłabym pewnie na Boathouse. Za pierwszym razem odpadło z tym samych względów co Cuda Wianki - brak noclegu. Dodatkowo lokalizacja - niby Saska Kępa, ale przy trasie (Wał Miedzeszyński). Poza tym trochę przestraszyłam się surowego wystroju - jakoś nie miałam pomysłu na dekorację, która pasowałaby do tego nieco specyficznego, ale ciągle niesamowicie malowniczego miejsca. Do czasu. W zeszłym roku koleżanka zorganizowała tam swoje wesele i... zakochałam się, absolutnie! Takie cuda, jakie Agata wyczarowała tam razem z florystką nawet nie przyszłyby mi do głowy te trzy lata temu. Potem zorientowałam się, że inna znajoma - ślub 2013 - również miała tam wesele. Oglądałam zdjęcia, podziwiałam i nie zorientowałam się, że to to samo miejsce. Kompletnie inny - też przecudny - pomysł na dekorację odmienił Boathouse nie do poznania. Catering w obu przypadkach oceniony wysoko, zatem polecam!
    Jeśli będę kiedyś organizować większą imprezę plenerową, to być może postawię tym razem na Boathouse!
    (Na marginesie, śmieszny fakt - przy okazji weselnego researchu odkryłam, że nasza firma dawno temu robiła im stronę internetową! Po raz kolejny przekonuję się, że świat jest naprawdę bardzo mały... :)
  5. Villa Vinci: bardzo ładna sala, jednak ten sam problem co z AI House - ulokowana w sercu weselnego zagłębia. Łomianki nie są zbyt malowniczą okolicą, dojazd wśród tych wszystkich parceli, skupów złomu i improwizowanych szklarni trochę psuje klimat Tego Wielkiego Dnia. A szkoda, bo wewnątrz restauracja ma naprawdę wiele uroku i daje wiele możliwości dla dekoratora i florysty. Dodatkowy plus za przyjemny taras i ogródek na zewnątrz. Pozytywnie zaskoczył nas brak dodatkowych, ukrytych opłat, często pratykowany w tej branży. Villa vinci nie stosuje tzw. “korkowego”, koszt obsługi wliczony jest w cenę talerzyka a apartament dla nowożeńców dorzucany w pakiecie. Menu, które dostaliśmy w ofercie było naprawdę zachęcające - potwierdziły to opinie par, które swoje wesele już tam zorganizowały. Niestety, nie udało nam się dopasować terminu - w soboty możliwe są jedynie większe wesela, dla przyjęć poniżej 100 osób organizator proponuje piątek, na który z kolei ja kategorycznie nie chciałam się zgodzić.
  6. Krokodyl: początkowo zachwyceni (stąd w pierwszej chwili załapała się do naszego Top 10), zrezygnowaliśmy z kilku względów. Raz, Starówka. Jakoś… nie, nie pasowało mi ani wesele przy samym rynku, ani "obowiązkowy" ślub w świętej Annie ;) Dodatkowo brak ogrodu i brak hotelu - dwa najważniejsze czynniki, w naszym przypadku dyskwalifikujące salę na starcie. Ceny znośne a wystrój atrakcyjny, ale to chyba jedyne plusy. Nieliczne pozytywne opinie w sieci sprawiają mało wiarygodne wrażenie, zatem poprzestaliśmy na ocenie “zdalnej” - ta restauracja nie załapała się na osobisty rekonesans. Ale może i lepiej - i tak nie przepadam za Magdą Gessler... ;)
  7. Villa Julianna: zabytkowy dworek z cudownym zimowym ogrodem, w którym zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Mimo lokalizacji (znowu to Piaseczno, choć bardziej Julianów) naprawdę ładne otoczenie, przepiękny, zielony, zadrzewiony teren. Duży parking. Możliwość zorganizowania imprezy na 200 osób wewnątrz lub na 300 osób w parku. Dobrze wyglądające menu, świetny kontakt z obsługą sali, żadnych zastrzeżeń. Poza ceną - 260 zł za talerzyk przekroczyło nasz założony budżet. Jeśli nie macie ograniczeń finansowych polecam to miejsce z całego serca, nie tylko na wesele - my być może wrócimy tam kiedyś na chrzciny lub komunię… :)
  8. Endorfina Foksal: ach, jak ja chciałam urządzić tam przyjęcie! Niesamowicie przypasował mi klimat i wystrój tego miejsca. Restauracja, oranżeria, ogród, możliwość zorganizowania imprezy plenerowej pod namiotem - no cudo! Oczami wyobraźni widziałam juz zdjęcia, jakie nasz fotograf będzie mógł tam nacykać. I co? I nico, znowu - oferta cenowa dla sobotniej imprezy poniżej 100 osób przekroczyła nasz budżet, ja zaś uparłam się, by się w nim zmieścić. Mieliśmy do wyboru: zrezygnować z Endorfiny, zmienić termin ślubu lub wybrać opcję kompromisową - wczesnopopołudniowy obiad dla najbliższej rodziny, a dla pozostałych gości całonocna impreza (Endorfina to również klub muzyczny - też fajny, ale wiadomo - to nie to samo). Ostateczne pozostaliśmy przy tradycyjnej wizji klasycznego, całonocnego wesela. Endorfina odpadła z rankingu.
  9. Villa Foksal: kolejne miejsce na Foksal, które urzekło mnie swoim klimatem. Od dawna śledziłam ich profil na Facebooku i wzdychałam nad organizowanymi tam sesjami zdjęciowymi. Nic dziwnego, że gdy zabraliśmy się za planowanie wesela, od razy trafili do grupy ścisłych faworytów. Byłam gotowa zrezygnować nawet z hotelu (choć zależało mi, by np. przygotowania odbyły się nie w domu a właśnie w pokoju hotelowym, w bezpośrednim sąsiedztwie sali - by mieć nad wszystkim kontrolę :) i z lokalizacji. Dodatkowo opinie krążące wśród znajomych i w internecie rokowały bardzo dobrze. Nie znalazłam w zasadzie żadnych minusów - po prostu sala, na którą zdecydowaliśmy się finalnie, urzekła nas jeszcze bardziej - tak, że nie mieliśmy już żadnych wątpliwości.
  10. Revita Spa&Wellness: i na koniec nasza, ukochana i cudowna sala, w przepięknym, pachnącym rozgrzaną żywicą Józefowie koło Otwocka. Strzał w dziesiątkę, najlepsza opcja spośród wszystkich powyższych - i nie piszę tak tylko dlatego, żeby jakoś zracjonalizować i potwierdzić własny wybór ;) W naszym subiektywnym rankingu sal, poczynionym jeszcze na etapie wybierania (tak, przyznawaliśmy w excelu punkty w poszczególnych kategoriach, i owszem, liczyłam z nich średnią - jak już mówiłam, rozpracowałam temat metodycznie ;) Revita uzyskała najwyższą notę: 4,67 na maksymalne 5 punktów.
    Teraz mogę już z całą odpowiedzialnością przyznać, że w pełni zasłużyła na tę ocenę. Jestem w niej absolutnie zakochana! Organizacyjnie i komunikacyjnie piątka z plusem, pani Agata czuwała nad wszystkim. Jedzenie - goście bardzo zadowoleni, ja mniej - przez całe wesele nie miałam nawet kiedy spokojnie usiąść i zjeść, dopiero po fakcie dowiedziałam się, ile straciłam :( Ale nic to, podobno taki los panny młodej. Wciąż liczę, że któreś z przyjaciół zdecyduje się zorganizować wesele właśnie tam - wtedy sobie odbiję! Wystrój - bardzo, bardzo ładny. Dużo możliwości dekoracyjnych. Kiedyś pokażę Wam dokładniej, jak wyglądało to u nas :)
    Do wyboru dwie sale. Górna - większa. Wystrój klasyczny, biały, neutralny. Nie wymaga kombinowania z dekoracjami - ot, bukiety w wybranej tonacji kolorystycznej wystarczą. Dolna - kominkowa, bardziej przytulna, romantyczna, z charakterem. Mniejsza i niższa, co tworzy gorsze warunki do zdjęć, ale doświadczony fotograf z pewnością sobie poradzi. Dwa oddzielne tarasy, dla każdej z sal. I ogród. Ogromny, z oczkiem wodnym, mostkiem (ale nie kicz, raczej lekki romantyzm), do tego oczywiście możliwość zorganizowania imprezy plenerowej. A tuż za salą skarpa, zagajnik sosnowy i jezioro. Cudo! Po weselu do naszej dyspozycji był kompleks spa z saunami i basenem. Po pełnym emocji dniu i intensywnej, tanecznej nocy niedziela spędzona na leżaku była znakomitym zwieńczeniem weekendu. Czy polecam? Na 100%! Nie wybrałabym innej, choć w tym rankingu znalazło się kilku poważnych konkurentów. Również nasi goście potwierdzili - sala spełniła wszelkie oczekiwania; do tego stopnia, że jedna z par chciała tam zorganizować własne wesele. Gdyby nie lokalizacja, z pewnością wracałabym do Revity również na weekendy Spa. A może kiedyś zorganizujemy tam którąś okrągłą rocznicę?

 

Na koniec kilka zdjęć bo domyślam się, że skoro już tu jesteście, to - dokładnie tak jak jak - uwielbiacie oglądać zdjęcia z cudzych ślubów... ;)

0075_Ania_Adam_17082013
0059_Ania_Adam_17082013
0073_Ania_Adam_17082013
0007_Ania_Adam_17082013
0003_Ania_Adam_17082013
0572_Ania_Adam_170820130560_Ania_Adam_170820130685_Ania_Adam_17082013
 
comments powered by Disqus