Włoskie zapiski - powrót do rzeczywistości

Ostatnia notka wyjazdowa. Tu już będzie szycie, kombinowanie i dzierganie ze strzępków pamięci.

Pamiętam pobudkę o drugiej rano, nocny przejazd przez port, wyjazd z Santa Margherita i rutynową kontrolę policyjną tuż pod Genovą. Pamiętam, że policjant był wąsaty i nie mówił ani słowa po angielsku. Pamiętam niekończące się tunele, godziny niczym niezakłóconej jazdy autostradą, tankowanie na jedynej czynnej stacji benzynowej i włoską nawigację próbującą wyprowadzić Adama w pole. Pamiętam przyjazd na przylotniskowy parking wypożyczalni samochodów o szóstej i nasze rozpaczliwe próby znalezienia wolnego miejsca. I konsternację, gdy okazało się że budka wypożyczalni jest jeszcze zamknięta i nie mamy gdzie zostawić kluczyków.

Pamiętam wschód słońca nad Bergamo i naszą ulgę, kiedy w lotniskowej siedzibie wypożyczalni odkryliśmy magiczną dziurę w szybie, do której należało wrzucić kluczyki i dokumenty auta. Pamiętam, że całą odprawę drżałam, żeby nie kazali mi pozbyć się zapasów szynki, serów i pesto, które usiłowałam przemycić. Pamiętam, że lot był opóźniony, ja potwornie głodna a Warszawa - pochmurna i zimna. Pamiętam też, że ledwo dotknęliśmy kołami płyty lotniska a ja byłam już pewna, że Włochy odwiedzę jeszcze nie raz. I odwiedzę - słowo! :)


IMG_9972
Żegnał nas księżyc, witało - zachmurzone Bergamo tuż przed wschodem słońca
IMG_9984IMG_9987IMG_9989
Magiczna Dziura, do której wrzuciliśmy kluczyki. IMG_9991IMG_9992
i ostatnie "wziuuuu"...
 
Wczytywanie

Zobacz na Instagramie

comments powered by Disqus