Żałuję, że nikt mi tego nie powiedział
Straszyli mnie. O, jak mnie straszyli! Że nieprzespane noce, że problemy z laktacją, że noszenie pół dnia, że ryk, frustracja, przemęczenie… Brak czasu dla siebie, dla męża. Macierzyństwo opisywali jako nieustającą pokutę za grzechy młodości, podszytą oczekiwaniem aż ta zależna od nas larwa przepoczwarzy w samodzielnego robaka i zacznie chodzić, jeść i organizować sobie rozrywki. “Teraz to się zacznie”. “Wyśpij się na zapas”. “Jedz, jedz, bo jak urodzisz to już tylko ryż z marchewką będziesz mogła”. Nie powiedzieli jednego. Że większość niedogodności spuszczamy sobie na głowę same, niepotrzebnie komplikując to, co proste.

Przyszłe matki! Piszę do Was, bo być może nie usłyszałyście tego jeszcze od nikogo. Piszę to, co parę miesięcy temu sama - przestraszona wizją pierwszych tygodni z noworodkiem - chciałabym usłyszeć. Macierzyństwo może być proste! A przynajmniej prostsze niż opowiadają... Wystarczy nie utrudniać sobie życia. Na przykład:

 

Śpij z dzieckiem

Wiem, że się boisz - też się bałam. Napiszę o tym jeszcze osobna notkę, bo sporo mitów narosło wokół współspania (ang.cosleeping). Po spełnieniu kilku warunków bezpieczeństwa wspólne spanie to same korzyści. Nie wyobrażam sobie teraz wstawania zimną, grudniową nocą do głodnego dziecka. Bo wyobraź sobie: maluch budzi się w swoim łóżeczku, może nawet swoim pokoju. Ty śpisz. Zaczyna kwękać. Ty śpisz. Kwęka coraz głośniej. Budzisz się. Zanim ogarniesz rzeczywistość, doczłapiesz do kwękacza, podniesiesz, usadowisz się w pozycji do karmienia oboje jesteście już zdenerwowani - a sen ucieka. No way. 



No właśnie, karmienie...

Karm piersią. Na żądanie. Wyłącznie. Wiem, na własne życzenie ściągam na swoją głowę gromy i wywołuję wilka z lasu, ale serio. Mleko matki to najlepsze, co natura w macierzyństwie zmajstrowała. Zawsze ciepłe. Zawsze na miejscu. Zawsze w odpowiedniej ilości i o idealnym składzie. Słabo mi się robi na myśl o wędrówkach do kuchni, gotowaniu wody, wyparzaniu butelek czy co tam jeszcze się robi. Złóż to do kupy z współspaniem. Zośka je co  trzy godziny, ale nawet nie otwiera oczu. Ja zresztą też, karmimy się “na śpiocha” - ona się wierci, ja przekręcam się na bok, podwijam koszulkę, ssak się obsługuje. Od trzeciego miesiąca opanowałyśmy tę sztukę do perfekcji, pełna symbioza. Jeśli tylko możesz skorzystać z tego ułatwienia - nawet się nie zastanawiaj!



Reaguj na faktyczne wezwania...

...ale nie na KAŻDY przejaw aktywności. Tutaj musisz mnie dobrze zrozumieć. Praktykuję Rodzicielstwo Bliskości, które zakłada odpowiadanie na wszystkie potrzeby dziecka. Jednak jako całkiem zielona mama byłam nieco... nadgorliwa. Leciałam do łóżeczka na każde, każde sapnięcie, mruknięcie, kichnięcie. A przecież dziecko potrzebuje też spokoju i samotności, zupełnie tak jak Ty. Jeśli będzie miało dość - bez obaw, upomni się o towarzystwo :) Tymczasem pozwól mu w skupieniu podziwiać sufit albo swoje paluszki i wykorzystaj ten czas na coś przyjemnego.

 

Śpij gdy ono śpi

Nie bez powodu podczas karmienia piersią nasz organizm uwalnia oksytocynę - hormon przywiązania, dzięki którym odczuwasz również błogość i senność. Co jest złego w drzemce w ciągu dnia. Lub kilku drzemkach? ;)



Obniż standardy

Nie mówię o kompletnym zaniedbaniu porządków - zakładam, że nie poprawiłoby to Twojego samopoczucia. Ale poważnie, nie musisz każdej chwili wytchnienia poświęcać (słowo-klucz!) porządkom. Garom w zlewie nic się nie stanie jeśli poczekają do jutra. Kurze z komody zetrzyj w przelocie, ewentualnie. O zakupy poproś męża.
 

Pozwól się wyręczać

Wiem, banał - ale założę się, że też masz z tym trudność. Wisi nad nami jakieś widmo Matki Polki co to zawsze sama, da radę, nie potrzebuje, ogarnie, poradzi sobie. Dziecko, obiad, pranie, prasowanie, kurze, zakupy. Pamiętaj, że połóg to czas dla ciebie. Masz co najmniej 6 tygodni by zregenerować organizm, nabrać sił, przywyknąć do nowej sytuacji. Korzystaj z tego! Zapraszając pierwszych gości do dziecka poproś by zabrali ze sobą jakiś obiad. Zrób listę restauracji z dowozem i przyczep na lodówce. Zaprzyjaźnij się z delikatesami online. Na pytanie “co mogę dla ciebie zrobić” odpowiadaj szczerze i bezpośrednio. Wiem, że to trudne - poćwicz przed lustrem.


Nie prasuj!

Serio. Chyba, że lubisz. Ja nie lubię, więc wyprasowałam tylko pierwsze ubranka do szpitala. Jeśli na twojej liście nienegocjowalnych priorytetów nie znalazły się idealnie gładkie śpioszki potomka, odpuść. Bakterii i tak nie wybijesz, zresztą po co?  



Kto powiedział, że kąpać trzeba codziennie?

My kąpiemy, bo Zofka lubi, to jej święty czas z tatą, codzienny rytuał pozwalający obojgu nacieszyć się sobą po długim dniu rozłąki. Ale niemowlę nie za bardzo ma jak się ubrudzić, więc jeśli kąpanie jawi Ci się jako męczący obowiązek, śmiało możesz zredukować częstotliwość do trzech razy tygodniowo.  
 


Codzienny spacer też jest opcją, nie obowiązkiem

Naprawdę nic się nie stanie, jeśli odpuścisz sobie maraton w ulewie. Ubierz malucha, otwórz szeroko okno lub wystaw wózek na balkon. Takiemu maluchowi wszystko jedno, czy oddycha świeżym powietrzem w wózku stojącym czy jadącym. No, w jadącym może chętniej śpi. 

 

Przygotuj się

Zawczasu zorganizuj sobie spotkania ze specjalistami: doradcą laktacyjnym, chustonoszenia, fizjoterapeutą. Wybierz tych sprawdzonych, aby otrzymać komplet naprawdę niezbędnych informacji - jak nosić, pielęgnować, karmić. Nie czytaj artykułów w internecie - często tylko udają fachowe, a naszpikowane są pierwszej klasy bzdurami. Jeśli chcesz się dokształcić szukaj u źródła, sięgaj po sprawdzoną literaturę, nie pisane przez stażystów teksty na portalach. Unikaj dyskusji na tematy medyczne na forach i facebooku - te społeczności służą wspieraniu i inspirowaniu, ale nie diagnostyce. Każdy, nawet zupełnie fizjologiczny objaw można przypisać do ciężkiej choroby. Jeśli masz wątpliwości, idź do lekarza. Po prostu.

 

Nie musisz czytać wszystkich poradników

Nawet jeśli kupiona jeszcze w ciąży sterta leży na półce jak wyrzut sumienia. Nic na siłę. Nie ma nic gorszego niż to wredne poczucie niespełnionego obowiązku, który same sobie narzuciłyśmy. Jeśli nie zdążyłaś przed porodem - trudno, nie musisz wiedzieć wszystkiego. W pierwszych tygodniach może być trudno znaleźć czas i zapał do czytania mądrych-i-ważnych-rzeczy. I to jest OK!  

 

Pytaj, proś o radę ale…

...naucz się asertywności by dziękować za te nieproszone. Każdy ma swoje zdanie, wie lepiej, chętnie się wypowie - jesteśmy zasypywane dziesiątkami porad, często sprzecznych i bzdurnych. Naucz się i powtarzaj jak mantrę: “Dziękuję za twoją opinię, wezmę ją pod uwagę i podejmę najlepszą decyzję”. Sprawy medyczne konsultuj z lekarzem, żywieniowe - ze specjalistą od żywienia, laktacyjne - z doradcą laktacyjnym. Oszczędzisz sobie stresu i niepotrzebnych problemów.

 



Nie analizuj 

Nie sprawdzaj norm, nie licz kup, nie mierz ile zjadło mleka, nie zapisuj kiedy zasnęło. Nie porównuj do innych dzieci! Do niczego to niepotrzebne  a pożera cenny czas i energię.

 

Pobądź przez chwilę niematką 

Ja wiem, niewyobrażalne. Ale postaraj się. Nałóż maseczkę, posiedź w gorącej kąpieli z książką nie-o-dzieciach. Obejrzyj serial, wyskocz na zakupy (nawet do spożywczego za rogiem) albo po prostu szybki spacer. Zrób dla siebie coś, co robiłaś w czasach przed dzieckiem. Pamiętasz jeszcze? To sobie przypomnij.



Szukaj wsparcia

Kiedyś do wychowania dziecka potrzebna była cała wioska, teraz jesteśmy z tym same. Znajdź sobie “wózkową kumpelę”. Zapraszaj do domu mamę, siostrę, szwagierkę. Znajdź osiedlowy klub mam, zajęcia z dziećmi (np. joga lub gimnastyka poporodowa), może grupy facebookowe dla młodych rodziców? Szukaj sprzymierzeńców gdzie się da. Rozmawiaj, narzekaj, wymieniaj poglądy - każda forma aktywności dającej poczucie wspólnoty będzie na wagę złota! 



Zaufaj sobie

Jesteś dobrą matką. Dasz radę. Potrafisz. 



 
Znasz mamę, której też przydałaby się ta wiedza? Podziel się! 
comments powered by Disqus