Zhobieni w Hankę

“Bhawo ja!” - z pewnością większość z Was widziała już niedzielne zdjęcie Hanny Gronkiewicz -Waltz dzierżącej koszulkę z takim hasłem. “Bhawo ja!” jest sztandarowym, lekko prześmiewczym - ale z pewnością sympatycznym i uroczym -  zawołaniem, wypromowanym przez robiący furorę w sieci fanpejdż “Hozmówki z Hanną”.

 
 

Prowadzony przez chcącą dotychczas zachować anonimowość graficzkę, jest - według słów autorki - remedium na trapiącą ją frustrację. “Mieszkam w Warszawie i dopada mnie absurd tego miasta. Wkurza mnie działanie władzy”. Lajkowali wszyscy - zwolennicy i przeciwnicy, Warszawiacy i nie-Warszawiacy, prawica, lewica, katolicy, ateiści, wegetarianie i cykliści. Ot, kolejny fanpejdż dostarczający codzienną dawkę humoru - lekko złośliwego, błyskotliwego, punktującego najczulsze punkty ratusza. Nie dziwne zatem, że ratusz fanpejdżem się nie zachwycił.  

 

 


Tym większym zaskoczeniem było opublikowane przez Gronkiewicz-Waltz w niedzielny wieczór, po wynikach wyborów, “Bhawo ja”. Cóż za dystans i poczucie humoru!  - piały w zachwycie media. Nie przepadam za panią prezydent ale (choć przyznam, bardzo się starałam) i ja nie mogłam powstrzymać uśmiechu.
Ale! (Nie mogło przecież obejść się bez żadnego “ale”, bo to mój blog do marudzenia, a nie lukrowania.) Nazajutrz wyszedł na jaw “drobny” zgrzycik, kładący się cieniem na tej uroczej historii. Otóż autorka fanpejdża, ta deklarująca niechęć do władzy oraz kojarzenia jej z polityką, od ponad miesiąca… pracuje w ratuszu. Sytuacja jest mocno wieloznaczna i bogata w możliwe interpretacje. Bo czy autorka poglądy o niełączeniu jej z polityką zmieniła, a - odwołując się do jej własnych deklaracji - działanie władzy już jej nie wkurza? Czy świadomie zdecydowała się kontynuować działania wyśmiewające ratusz, a zatem jej obecnego pracodawcę?
A może cała historia była zaplanowanym zabiegiem, kryptokampanią wyborczą mającą na celu ocieplenie wizerunku pani prezydent? Mogę jedynie spekulować, choć chętnie dowiedziałabym się jakie motywacje stały (stoją?) za całą akcją.
Faktem pozostaje, że w trakcie trwania kampanii wyborczej pracownica działu marketingu i komunikacji ratusza prowadziła działania związane z wizerunkiem Hanny Gronkiewicz Waltz. I mimo deklaracji o braku związku “Hozmówek” z oficjalną strategią PRową kandydatki na prezydenta, jakoś trudno uwierzyć w niezależność tych działań. Pozornie oddolna inicjatywa znalazła się w zasięgu wpływów ratusza.
Cała sytuacja wywołuje u mnie niesmak; ponad 30 tysięcy fanów zostało wmanipulowanych w mocno nieprzejrzystą sytuację. Zarówno fanpejdż, jak i jego autorka stracili wiarygodność.

Żeby było jasne: z zawodowego punktu widzenia hipotetyczną kampanię ze stworzeniem i prowadzeniem niby-niezależnego politycznie fanpejdża w sposób tak wdzięczny, o takim potencjale viralowym, oceniłabym jako niezwykle przemyślany i błyskotliwy. Niewielu potrafiłoby przeprowadzić tak udany marketing polityczny. No bo zobaczcie, jaki to piękny bufor bezpieczeństwa dla sfrustrowanych korkami, remontami i fotoradarami młodych warszawiaków z praktycznie każdej opcji politycznej. Jak komedie w czasach późnego PRLu, jak “Miś” obśmiewający od góry do dołu ludową władzę - przy jej niemym przyzwoleniu czy wręcz aprobacie. Wkurzeni młodzi epoki cyfrowej tym łatwiej znajdowali ujście dla nadmiaru negatywnych emocji, udostępniając obrazek z Hanną w stroju syrenki, płetwonurka czy rekina. Przepraszam, hekina.

Ale mi to nie pasuje. Zwyczajnie nie podoba mi się mętność tej sytuacji, brak autentyczności, przejrzystości interesów i motywu stojącego za “Hozmówkami”.
Choć grafiki nadal zachwycają i cieszą, fanpejdż odlajkowałam - nie lubię być robiona w balona. A tym bardziej w Hankę.



*Grafika główna notki to fragment plakatu Andrzeja Pągowskiego do filmu "Miś" w reżyserii Stanisława Barei. 

 

comments powered by Disqus